środa, 31 lipca 2013

Comfort and happiness ♥

O tak! Napisanie tego posta to COMFORT AND HAPPINESS ♥ 
Przygotujcie sobie coś do picia i przekąszenia, bo będzie się działo ;D
Dlaczego piszę o Dawidzie Podsiadło dopiero teraz? Przecież wszyscy już wiedzą kim jest, co potrafi i jak wiele jeszcze może zdziałać na polskim rynku muzycznym. No cóż, wstyd się przyznać, ale chyba byłam egoistką wcześniej. Od tamtej pory, tzn. od kiedy Dawid wygrał X-Factor, wydał płytę i zyskał wielu fanów, wiele zmieniło się również w mojej głowie. Ale po kolei.

Dla tych, którzy nie śledzą rozwoju kariery Dawida, krótki przegląd historii.
Kiedy Dawid pojawił się po raz pierwszy na castingu do X-Factor i zaśpiewał piosenkę Someday, wiedziałam, że ten chłopak ma to coś i że musi wygrać. Niestety nie udało się. Ale przecież nie można się poddawać. 
Próbował więc swoich sił z zespołem Curly Heads w Mam Talent. O ile jurorzy poznali się na jego talencie, tak upierali się, by zostawił chłopaków i szedł dalej bez nich. Zaimponował mi, jak wszystkim z reszta (ok, znajdą się tacy, co powiedzieli: "Jacie, co on robi? Powinien pójść na ten układ"), kiedy nie zgodził się na propozycję jurorów i zszedł ze sceny razem z kumplami z zespołu. Swoją drogą od tamtej pory utwór Young Talk jest jednym z moich TOP piosenek w wykonaniu Dawida. Posłuchajcie, jeśli nie mieliście jeszcze okazji ;)
 
Po fazie porażek w końcu czas przejść do szczęśliwego zakończenia, które okazało się początkiem, czegoś niesamowitego. Dawid znów pojawił się w X-Factor. Tym razem wykonał piosenkę Adele Don't you remember. PLAY W końcu nikt nie miał wątpliwości, że na scenie stoi przyszły zwycięzca. 
Wygrał. 
Pokazał, że jeśli ma się marzenia, należy dążyć do ich spełnienia. Nieważne, czy trwa to dzień, miesiąc, rok, czy nawet lata. Warto. :)

"Don’t be afraid to live your life
It’s the one you will get, in this one you can try"


W końcu przyszedł czas na jego pierwszą, debiutancką płytę. 28 maja 2013 - warto zapamiętać tę datę.




Musiałam ją mieć, płytę i jego muzykę. Od tamtej pory jest ze mną wszędzie. Piosenki Dawida towarzyszą mi na każdym kroku. Mam je na telefonie, na komputerze, słucham w domu, w aucie, w pracy. Zaczynam z nim dzień i razem z nim zasypiam. TAK, TAK. Obłęd. Staram się jednak nie "zmęczyć" płyty. Czasem słucham Fismolla, Ellie Goulding, Meli Koteluk i wielu innych. Ale właśnie ta muzyka daje mi COMFORT AND HAPPINESS. ♥
Nie byłabym sobą, gdybym nie wybrała swoich ulubieńców. Piosenka And I jest pierwsza na płycie i na mojej TOP liście. Zaraz po niej angielska wersja singla Trójkąty i kwadraty, która nosi tytuł S&T. 



Teledyski, jakie już można oglądać w sieci do piosenek Trójkąty i kwadraty oraz Nieznajomy, są niesamowite. Kunszt, pomysł, wykonanie - wszystko to razem daje niesamowite wrażenia, jakie towarzyszą nam podczas oglądania.

Mówiłam o marzeniach. Ja też miałam takie jedno, małe marzenie. Chciałam spotkać Dawida. Popatrzeć na niego z bliska.  Zobaczyć, jaki jest oko w oko. I udało się! :)
13 czerwca 2013 odbyło się spotkanie z Dawidem w Empiku w Silesia City Center w Katowicach. Wiedziałam, ze muszę tam być. 
I byłam razem z PPo raz pierwszy na takim evencie. Siedziałam w pierwszym rzędzie. I jako pierwsza miałam robione z Dawidem zdjęcie. To było najlepsze wydarzenie w moim życiu, jakie dane było mi do tej pory przeżyć. Jak wróciłam do domu chciałam się tą wiadomością dzielić z wszystkimi dookoła... No właśnie. Krótko po tym zapragnęłam mieć to wszystko tylko dla siebie. Dlaczego? Bo chciałam mieć go tylko dla siebie. Ja i Dawid. Kogo ja chciałam oszukać? To było bez sensu. Przecież on ma dziewczynę. O bardzo dobrze! :) 
Dużo szczęścia i miłości życzę Dawidowi i Ewelinie, bo bez niej pewnie ta płyta i piosenki Dawida nie byłyby już takie same. 
(P.S. chętnie wykonam makijaż ślubny, manicure, pedicure, całe spa przedślubne, więc jak coś, to dajcie znać ;))

Dobra, teraz na poważnie.
Dokładnie w zeszłą środą natrafiłam, dzięki Dawidowi z resztą, na pewną grupę ludzi na fb, którzy również współodczuwaja fascynację jego muzyką. I pomyślałam sobie: "Ej, po co dusić to w sobie. Dziel się tym, co czujesz, co myślisz z innymi. Oni to zrozumieją!"
No i proszę. Chyba robię postępy :) Poniżej zdjęcia ze spotkania z Dawidem w Empiku w Silesia City Center w Katowicach. 


Tu mina Dawida, kiedy zauważył, że puszczają jego płytę. :)



Uśmiech ♥








I znów ten uśmiech ♥
A na koniec moje ulubione zdjęcie. Wiem, trochę niewyraźne. Ale nie szkodzi. To spojrzenie... Mam je :D

"Popatrz na mnie, popatrz.... Aaaa!"


Jeśli również jesteście fanami Dawida to zapraszam do nas. Dołączcie do Ściskańsko Crew.
Ściskam! A. :)

poniedziałek, 29 lipca 2013

Avon Glimmerstick- ulubione konturówki.

Jeżeli szybki makijaż to tylko z użyciem tych konturówek.! 


U mnie trzymają się cały dzień! Są wykręcane, więc nie trzeba martwić się o ich temperowanie. Firma Avon oferuje nam często nowe kolory. Mój ulubiony odcień do Saturn Grey, który wspaniale podbija niebieski kolor moich oczu. To właśnie od niego zaczęła się moja przygoda z tymi glimmerstickami.

 Z całej oferty, jedynie nie polecam serii Glimmerstick Diamonds. Jedyny kolor jaki mam to Sparking Silver i posiada on bardzo duże drobiny brokatu, które nie dość, że wyglądają tandetnie to w dodatku są mocno wyczuwalne przy aplikacji na powieki. 


Seria Glimmerstick Chromes to bardzo ciekawe kolory, które z zależności od kąta padania światła przybierają różne odcienie.
Kredki glimmerstick to również produkty do podkreślania brwi. Ja używam koloru Dark Brown i jestem bardzo zadowolona z tego jak je utrwala na cały dzień.

1. cosmic brown, 2. dark brown, 3. textured teal, 4. sparkling silver, 5. saturn grey, 6. vivid grey, 7. mocha flash.

Przeważnie kupuje je na promocjach za ok 10 PLN. Polecam osobą, które rano nie maja czasu na makijaż z użyciem cieni, a jednak chcą podkreślić swoje oko. :)
Hugs, P.

Ps. Goooorąco.! U mnie temperatura sięga 40°C. Macie jakieś sprawdzone sposoby na to, aby nie 'rozpuścić się'? xD


piątek, 26 lipca 2013

Suntan

Wakacje. Piękna, słoneczna pogoda. Dużo wolnego czasu. W TV nic ciekawego, w radio same energetyczne kawałki. Trzeba coś z sobą zrobić. Nudy w domu. Wyjdźmy gdzieś. Chodźmy się opalać! - scenariusz wszystkim znany. 
Opalanie się to fajna sprawa, ale również niebezpieczna. Tak, tak. Nie przesadzam. 
Ważne, żeby robić to z rozwagą. 

Na początek, jak to w moich postach bywa, trochę teorii. 
Co to jest w ogóle opalenizna? 
Zastanawialiście się na pewno nie raz, dlaczego podczas pobytu na słońcu nasza skóra zaczyna przybierać ciemniejszego kolorytu. Sprawa jest prosta. 
Opalenizna to naturalna ochrona organizmu przed promieniowaniem ultrafioletowym.  W głębszych warstwach naskórka znajdują się melanocyty, a w nich produkowana jest melanina - pigment, który odpowiedzialny jest za kolor naszej skóry, ale również pełni rolę naturalnego filtra przeciwsłonecznego, który pochłania i rozprasza promienie UV. Oczywiście nie jest w stanie pochłonąć całej dawki promieniowania, robi to tylko częściowo. Melanina przechowywana jest w melanosomach, czyli takich specjalnych zbiornikach, które uwalniają ją w odpowiednim momencie do komórek naskórka, by tam mogła pełnić funkcję tarczy ochronnej przed szkodliwym promieniowaniem. Właśnie poprzez uwolnienie melaniny nasza skóra przybiera ciemniejszy odcień.
Nie myślcie jednak, że melanina zrobi całą robotę i nie trzeba już skóry dodatkowo zabezpieczać innymi filtrami stosowanymi zewnętrznie. Naturalny filtr przeciwsłoneczny stanowi ochronę o mocy SPF 2-3, czyli bardzo niską. Nie można pozostawiać skóry samej sobie. Należy o nią zadbać. 

Dziś przedstawię Wam moją słoneczną drużynę. Stosuje te produkty podczas wakacji, kiedy wiem, że będę się opalała, a nie chcę by moja skóra przypominała kolorem ugotowaną krewetkę. Dążę zawsze do uzyskania złotego odcienia skóry, pełnego blasku i naturalnego piękna. O tak... Rozmarzyłam się ;)

DOVE summer glow samoopalający balsam do ciała do jasnej karnacji,
ORIFLAME rozświetlający balsam do ciała Sparkle in Paris,
SUN OZON mleczko do opalania SPF 30,
SOLGAR naturalny beta karoten 7 mg

Ochrona przeciwsłoneczna jest dla mnie bardzo ważna. O filtrach przeciwsłonecznych do twarzy pisałam tutaj
Nie mam ochoty ani na poparzenie słoneczne, ani na alergię, a już na pewno nie na czerniaka. Możecie sobie pomyśleć: "Co ona pisze? Czerniak, błagam, mnie to nie dotyczy." I bardzo dobrze, oby nikogo nie dotyczył. Zazwyczaj na ciało stosuję filtry o SPF 20-30. Nigdy nie stosowałam niskiej ochrony (SPF 6-10), ponieważ mój fototyp skóry nie nadaje się do opalanie bez filtra chociażby z SPF 20. SUN OZON mleczko do opalania SPF 30 zapewniło mi taką ochronę, na jakiej mi zależało.  Dlaczego wybrałam ten produkt? Ponieważ pracuję wyjazdowo i spędzam dosyć dużo czasu na świeżym powietrzu, głównie uganiając się za dziećmi, wiedziałam, że potrzebuję wysokiej ochrony. SPF 50 to zdecydowanie za dużo, jak na ciało, nawet jak dla mnie, więc sięgnęłam po SPF 30. Sprawdził się dobrze. Kosztował jakieś 10 zł w Rossmannie

W zeszłym roku podczas wakacji nad morzem podczas jednego z piękniejszych i bardziej słonecznych dni dostałam uczulenia. Cały dekolt miałam w czerwonych, swędzących plamkach. W tym roku postanowiłam wzmocnić swoją naturalną ochronę przeciwsłoneczną poprzez stosowanie doustnie beta karotenu. Nie wiedziałam do końca na jaki tabletki się zdecydować, dlatego uległam pani w aptece, która zaproponowałam mi SOLGAR naturalny beta karoten 7 mg. Informacje na jego temat znajdziecie na stronie producenta. Zapłaciłam za niego 53,90 zł. Trochę zamarłam jak usłyszałam tę cenę, ale stwierdziłam, że skoro to naturalny beta karoten wyprodukowany w USA, no to cena widocznie jest adekwatna do jego działania. Tak, miałam ogromne oczekiwania co do tego produktu. I się nie zawiodłam. Opakowanie zawiera 60 kapsułek, co stanowi 2 miesięczną kurację. Ja jestem w połowie i już mogę stwierdzić, że skóra ma nieco ciemniejszą i cieplejszą barwę. Dodatkowo na plus tego produktu wpływa fakt, że nie zawiera cukru, soli i skrobi, jak również kukurydzy, drożdży, pszenicy, osi ani produktów mlecznych. Kapsułki są produkowane bez użycia sztucznych substancji konserwujących, zapachowych lub barwiących. Dzięki temu mogą być stosowane przez alergików, czy osoby z chorobami tarczycy.
W sierpniu wyjeżdżam na dłuższy urlop nad morzem, zobaczymy jak moja skóra zareaguje tym razem na słońce.
Kiedy wakacje rozpoczęły się na dobre, ja zaczęłam praktyki zawodowe, a ludzie wokół mnie serię wyjazdów w coraz bardziej tropikalne miejsca. Powracali zawsze ciemni jak czekolada, a ja wyglądałam przy nich jak lody waniliowe. W końcu zdecydowałam się kupić samoopalacz. Ale że w tej kwestii jestem początkująca, trochę bałam się plam, zacieków i tego odrażającego zapachu, jaki mają typowe samoopalacze. Koleżanka zachwalała balsam samoopalający z Dove z rozświetlającymi drobinkami do ciemnej karnacji. Kiedy pojawiłam się w Rossmannie już miałam iść do kasy, kiedy zauważyłam, że właśnie jest w promocji, tak samo jak jego odpowiedniki bez drobinek, zarówno do jasnej, jak i ciemnej karnacji. Skusiłam się więc i wzięłam samoopalający balsam do ciała do jasnej karnacji w cenie 9,99 zł. Na początek żeby nie przesadzić i nauczyć się porządnej aplikacji tego typu produktów. Efekt jaki uzyskałam zadowolił mnie, chociaż na widoczną zmianę koloru skóry musiałam poczekać do drugiej aplikacji. Skóra miała lekki brązowy kolor, przy kostkach niestety robił się nieco zbyt żółty. Stosuje go albo serią 3 dni pod rząd albo z przerwą jednodniową. Oczywiście aplikację poprzedzam porządnym peelingiem. Nie muszę dodatkowo nawilżać skóry, ponieważ nie robi on zacieków. Jedynymi punktami nad którymi trzeba pracować dokładnie i bardzo ostrożnie, są kolana i kostki. Jestem zadowolona z efektu. Ale w planach mam zakup balsamu z drobinkami do ciemnej karnacji również z Dove i balsamu brązująco-ujędrniającego z Lirene Body Arabica Cafe Mocha do ciemnej karnacji.


Na koniec taki mały dodatek. Rozświetlający balsam do ciała Sparkle in Paris z Oriflame dostałam od mamy. Na początku nie byłam do tego produktu jakoś szczególnie przekonana. Zapach ma przyjemny, chociaż szału nie ma. Zawiera bardzo drobne drobinki, które sprawiają, że skóra jest ładnie rozświetlona i ożywiona, ale nie przypomina kuli dyskotekowej. Stosuje go niezbyt często, ale kiedy już go zaaplikuje podoba mi się efekt jaki daje. Plusem jest brak parafiny w składzie. Nie wiem, czy kiedykolwiek go zużyję, ale pewnie zabiorę go ze sobą na wakacje, żeby dodać swojej opaleniźnie więcej blasku. 

Opalenizna to nic złego, a wręcz przeciwnie. Całkiem spoko sprawa. Ważne żeby nie przesadzić. Jak ze wszystkim. :)
Jakie produkty do opalania polecacie? Możecie mi polecić coś po opalaniu? Liczę na Was. 
Buziaki! A. :)



środa, 24 lipca 2013

Avokado and sth more ☺

Ostatnio złapałam się na tym, że praktycznie do każdej części mojego ciała używam kosmetyków z olejkiem z awokado. 
Włosy, ręce, ciało. 
źródło: Grafika Google
Dlaczego wybieram produkty właśnie z tym olejkiem? Bo jest rewelacyjny! ;)

Większość z Was pewnie nie raz jadła awokado. Pyszne! Jednak nie tylko jedząc je, możemy czerpać korzyści. 
Awokado w kosmetyce wyrobiło sobie silną pozycję. 

Używane jest do produkcji balsamów, kremów i peelingów. Podczas mechanicznej obróbki uzyskujemy z niego olej lub masło.



Olej z awokado ma silne właściwości wygładzające, regenerujące i opóźniające procesy starzenia się skóry. Odbudowuje ochronną warstwę lipidową, chroniąc przed nadmierną utratą wilgoci, a także według badań przeprowadzonych przez Technion-Israel Institute of Technology w 1991 roku pobudza syntezę kolagenu. Ponadto ma działanie przeciwzapalne i łagodzące. Dobroczynnie działa więc na skórę alergiczną i szczególnie suchą, pomaga także skórze naprawić uszkodzenia spowodowane promieniami UV. Kosmetyki z olejem z awokado i sam olej zalecane są przede wszystkim w pielęgnacji cery suchej, dojrzałej, zmęczonej. Po zmieszaniu z olejkiem z pestek winogron lub olejkiem ze słodkich migdałów może być stosowany do masażu. Awokado dogłębnie odżywia i nawilża nie tylko skórę, ale i włosy.




Skoro czyni tyle dobrego, mam nadzieję, że już się nie dziwicie, dlaczego inwestuje właśnie w tego typu kosmetyki ;)


PRODUKT: BIELENDA Awokado Masło do ciała nawilża i regeneruje
PRODUCENT: KLIK


SKŁAD: Ingredients : Aqua (Water), Ethylhexyl Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Urea, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-18, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Cocoate, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Dimethicone, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Ethylene/Propylene/ Styrene Copolymer, Butylene/ Ethylene/Styrene Copolymer, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/ VP Copolymer, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance).
SKÓRA: sucha i odwodniona
DZIAŁANIE: Intensywnie i trwale nawilża głębokie warstwy skóry, delikatnie ją natłuszcza i skutecznie regeneruje. Zatrzymuje wodę w naskórku, likwiduje uczucie nieprzyjemnego napięcia skóry, wzmacnia ją, przywraca jej jędrność i elastyczność. Skutecznie odbudowuje i zmiękcza naskórek; koi, łagodzi podrażnienia.
WIEK: każdy
KONSYSTENCJA: biała, gęsta, "maślana", pozostawia na skórze przyjemny film, który nie tylko daje poczucie nawilżenia, ale rzeczywiście nawilża

ZAPACH: baaaardzo przyjemny, uwielbiam ten zapach, utrzymuje się dość długo na skórze :) Dla niektórych może być zbyt intensywny, ale jak dla mnie jest w porządku.
POJEMNOŚĆ: 200 ml
DATA WAŻNOŚCI: 12 miesięcy od otwarcia
CENA: około 15 zł (Rossmann, Natura, Drogerie Jaśmin)
OCENA: Zacytuje producenta: "Optymalnie nawilżona, promienna, zregenerowana skóra. Podrażnienia, szorstkość i łuszczenie się naskórka zredukowane. Uczucie napięcia i pieczenia skóry zlikwidowane." OH my gosh! To wszystko prawda! Pokłony dla producenta, że wypuścił na rynek coś tak fantastycznego. Uwielbiam ten kosmetyk i na serio wiem, co mówię. Skusiłam się na masła z innych serii Bielendy i tylko do tego powracam zawsze z wielką ulgą i radością.
5+/5 :D



PRODUKT: GARNIER Ultra DOUX odżywka pielęgnacyjna olejek z awokado i masło karite
PRODUCENTKLIK
SKŁAD: Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Elaeis Guineensis Oil/Palm Oil, Behentrimonium Chloride, Cl 15985/Yellow 6, Cl 19140/Yellow 5, Stearamidopropyl Dimethylamine, Chlorhexidine Dihydrochloride, Persea Gratissima Oil/ Avocado Oil, Citric Acid, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Hexyl Cinnamal, Glycerin, Parfum/Fragrance (FIL C39789/1)
WŁOSYsuche i zniszczone
DZIAŁANIE: Odżywka jest wzbogacona w olejek z awokado, znany z właściwości uelastyczniających oraz masło karité o cechach wysoce odżywczych. Łatwe w rozczesywaniu, odżywione, niewiarygodnie miękkie i błyszczące włosy.
WIEK: każdy
KONSYSTENCJA: ma gładką i kremową konsystencję koloru żółtego, która nie obciąża włosów. 
ZAPACH: tak samo jak masło z Bielendy bardzo przyjeemny, ale bardziej tu czuć masło karite :) Zapach utrzymyje się na włosach praktycznie cały dzień.
POJEMNOŚĆ: 200 ml
DATA WAŻNOŚCI: 12 miesięcy od otwarcia
CENA: około 7 zł (Rossmann, Natura)
OCENA: Faktycznie włosy są wygładzone, dobrze się rozczesują i ładnie lśnią. Potrzebowałam czegoś, co je zregeneruje, ponieważ codziennie katuje je suszarką (niestety) i były dość mocno sponiewierane. Dzięki tej odżywce odżyły na nowo :)
5/5 :D



PRODUKT: Lirene ODŻYWIENIE witaminowy krem do rąk
PRODUCENTKLIK
SKÓRA: sucha
DZIAŁANIELikwiduje uczucie suchości, intensywnie odżywia skórę dłoni, nawilża i regeneruje, wygładza i zmiękcza, zapewnia wrażenie komfortu
WIEK: każdy
KONSYSTENCJA: kremowa, lekka,  bardziej wodna niż tłuszczowa, przez co faktycznie szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustego filmu, świetny na dzień do torebki
ZAPACH: połączenie awokado i aloesu, bardzo przyjemny, nie duszący, idealny.
POJEMNOŚĆ: 75 ml
DATA WAŻNOŚCI: 12 miesięcy od otwarcia
CENA: około 6 zł (ja kupiłam go w Kauflandzie ;))
OCENA: Kupiłam ten kosmetyk na szybko, szukałam czegoś nawilżająco-odżywiającego, ponieważ ciągła praca w pudrowanych rękawiczkach doprowadziła moją skórę rąk do masakry, a że w portfelu miałam tylko kilka groszy, skusiłam się na Lirene. (coraz częściej się przekonuje, że taka forma zakupów u mnie sprawdza się najlepiej.) Wracając do kremu. Jestem bardzo zadowolona. Uwielbiam jego lekkość na dzień, kiedy wiem, że potrzebuję szybkiego nawilżenia i nie mam ochoty na tłuste dłonie, z których po aplikacji kremu do rąk będzie wszystko wypadać. Ten krem sprawdza się idealnie. Świetnie sprawdza się również na noc. Żeby wzmocnić jego działanie, mieszam go z maścią z witaminą A (Retimax 1500)Dzięki takiemu połączeniu zyskuję świetny krem, który odżywia, natłuszcza, przez co nawilża moją skórę, podczas kiedy ja sobie smacznie śpię ;)
5/5 :D


Skoro już mowa o nawilżaniu.

Maść z witaminą A - Retimax 1500 POLECAM! 

Retimax 1500 wskazany jest do miejscowego stosowania na skórę w stanach jej odwodnienia i suchości, w przypadku łagodnych podrażnień, otarć lub łuszczenia się naskórka. Działa regenerująco na naskórek po lekkich oparzeniach i odmrożeniach. Pomocny w pielęgnacji popękanych kącików ust, wspomagając naturalny proces gojenia. Używany ochronnie u dzieci, zapobiega pieluszkowym podrażnieniom skóry. Idealny do stosowania po opalaniu, korzystaniu z solarium, chemicznym usuwaniu naskórka oraz skórnych zabiegach laserowych.
Odżywia skórę dzięki zawartości witaminy A, będącej niezbędnym regulatorem odnowy komórek. Nawilża głęboko skórę. Chroni skórę i pozostawia uczucie naturalnej miękkości i gładkości.
Produkt przebadany dermatologicznie i mikrobiologicznie. 
Cena: TYLKO 3 zł :)
Skład: Petrolatum, Aqua, Lanolin, Mineral Oil, Paraffin, Beeswax, Magnesium Stearate, Retinyl Palmitate

Awokado. Zapamiętajcie. Jeśli jeszcze nie używałyście kosmetyków z awokado, a macie skórę suchą, łuszczącą się, która błaga o nawilżenie i regenerację, skuście się i spróbujcie. Mam nadzieję, że Wam pomogłam w podjęciu decyzji.

Napiszcie, jakie inne kosmetyki z awokado polecacie. 
Buziaki! A.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Peeling enzymatyczny Lirene, płatki do peelingu Cleanic RECENZJA



Peeling to najszybszy sposób na polepszenie wyglądu skóry. Usunięcie martwych komórek warstwy rogowej, sprawia, że skóra odzyskuje swój naturalny blask, pomaga w walce z trądzikiem, przyśpiesza wchłanianie składników z kremów, maseczek itp. Mamy 2 rodzaje peelingów mechaniczny i chemiczny. W dzisiejszym poście przedstawię Wam zarówno pierwszy jak i drugi.
Jeżeli na waszej twarzy jest dużo aktywnych wykwitów ropnych, czyli wszystko czemu towarzyszy stan zapalny i sączenie ze zmian skórnych lub macie skórę naczyniową- lepiej sprawdzą się peelingi chemiczne. Najbardziej dostępnym jest peeling enzymatyczny. Nakłada się go jak maseczka. Dzięki enzymom papainie (papaja) lub bromalinie (ananas) martwe komórki warstwy rogowej są złuszczane. Jeżeli natomiast Wasza skóra jest gruba, poszarzała, nie ma aktywnych wykwitów spokojnie możecie ją ‘zdzierać’ mechanicznie.

  
Peeling enzymatyczny Lirene
  • ZAPACH: Mocny, intensywny kwiatowy.  
  • DZIAŁANIE: Na początku się nie polubiliśmy. Gdy nakładałam peeling na skórę po paru minutach, zaczynała mnie piec, wręcz palić. (wiem, ze A. też miała z nim tego typu przygody). Dawałam mu kolejne szanse i teraz gdy go używam, moja skóra już nie reaguje jak wcześniej. Peeling ładnie złuszcza i pozostawia skórę gładką i delikatną. 
  • WYDAJNOŚĆ: Dobra 
  • CENA: 75ml za +/- 15zł ja zakupiłam w osiedlowej drogerii. 
  • MOJA OPINIA: Peeling na 2 pozycji w składzie ma parafinę. Jest ona wyczuwalna przy zmywaniu  z twarzy. Mnie nie zapycha, a z moja skóra nie dzieje się przez to nic złego, ale wiem, że są osoby, które nie lubią tego składnika w kosmetykach. Teraz jestem zadowolona z jego działania, ale wcześniejsze perypetie z nim skreślają go z listy moich zakupów. 3/5


Cleanic płatki do peelingu
  • ZAPACH: Jaki tylko sobie życzę ;) 
  • DZIAŁANIE: Na kolorową stronę płatka nakładam swój żel do mycia twarzy i ją masuję. Bałam się, że będzie to nieprzyjemne i mocne ścieranie, ale granulki na płatku są tak malutkie, że ze skóra nic złego się nie dzieje.  
  • WYDAJNOŚĆ: Jeden płatek na jedno użycie. 
  • CENA: 15szt. za 5 PLN PROMOCJA w drogerii Rossmann. Post o zakupach
  • MOJA OPINIA: Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tymi płatkami. Peeling mechaniczny nie jest polecany dla cer naczyniowych, ale ten jest tak delikatny, że moja skóra w ogólnie nie była po nim zaczerwieniona. Pozostawia ją miękka i odświeżona, aż chce się jej dotykać (dałam 2 płatki mojej znajomej, również była nimi oczarowana) 5/5 


Ja swoja skórę złuszczam regularnie, przynajmniej raz w tygodniu, czasami nawet częściej. Nie bagatelizuję peelingów, bo wiem, że jest to łatwy, tani i szybki sposób na poprawę wyglądu skóry.

Hugs, P. ;)




piątek, 19 lipca 2013

Ciaté - cavior nails


Obiecałam, więc dotrzymuję słowa. Dzisiaj znów więcej zdjęć niż tekstu, lubicie takie posty, prawda? :D Ja też ;) 

Dzisiaj krótko, zwięźle i na temat zestawu Ciaté caviar mini bar


http://www.ciate.co.uk/ lub Sephora

Moje pudełeczko otrzymałam w prezencie, ale z tego co mi wiadomo, było dostępne w Sephorze za 89 zł.
Pudełko, aż zachęca do otwarcia. Jest estetyczne i taaakie kolorowe :)



W skład tego zastawu wchodzą 4 lakiery do paznokci w żywych oraz metalicznych kolorach i 4 caviar pearls.






Lakiery to cudeńka, jakich nigdy wcześniej nie było mi dane używać. Są w pięknych kolorach, ponadto schną tak szybko, jak nic. Nawet Seche Vite odpada. Cieszę się, że mogłam je przetestować. :)







Kawiorowe paznokcie to jest to! Cudowne kolory, eleganckie wykończenie manicure. Chociaż osobiście miałam je na sobie tylko raz, ponieważ tego typu zdobienie nie należy do najtrwalszych, to przynajmniej robi wrażenie przez kilka godzin. :) 

Do zestawu dołączony jest również lejek i krótka instrukcja obsługi ;)


To tyle! ;) Koniec. Możemy iść malować paznokcie. :D 
Napiszcie, jakie wykończenie swojego manicure lubicie najbardziej. Spokojne, monochromatyczne, czy może szalone wzorki? Dajcie znać, chętnie spróbuję. 
Buźka! A.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...